Rozmowa z Patrykiem Jędrowiakiem, burmistrzem Ostrzeszowa
Zacznę od życzeń, bo kilka dni temu (rozmowę przeprowadzono 20 marca) obchodziliśmy dzień św. Patryka. W Irlandii ten dzień jest wolny od pracy. Jak Pan świętował swoje imieniny?
- Jak co roku, w urzędzie byli goście z życzeniami, natomiast prywatnie szczerze mówiąc był to dzień prawie jak każdy inny, w gronie rodzinnym, bez żadnych fajerwerków.
Piwa też nie było, dzień św. Patryka bez piwa?
- Nic z tych rzeczy, tym bardziej, że nie jestem wielkim fanem piwa.
Będzie remont ul. Warszawskiej w Ostrzeszowie?
- Będzie. Myślę, że ten rok generalnie będzie w naszym samorządzie rokiem, gdzie będziemy nadrabiać pewne zaległości z poprzednich lat, kiedy robiliśmy sporo dużych inwestycji wykorzystując środki zewnętrzne. Natomiast w tym roku chcemy zrobić te mniejsze, finansowane głównie z budżetu gminy. Ulica Warszawska jest takim przykładem. Za ok. pół mln zł wykonamy w tym roku pierwszy odcinek na terenie miejskim, drugi jest już na etapie przygotowania dokumentów, tam będzie potrzebna decyzja ZRID, ponieważ musimy uzyskać grunty na poszerzenie, których wcześniej nie mieliśmy. (…) Takich zadań drogowych będzie więcej, już za chwilę będziemy z radnymi dyskutować, aby ustalić taką wstępną listę.
To które drogi doczekają się w tym roku modernizacji?
- Myślę, że tu nie będzie między nami sporu. Na pewno będzie to dokończenie ulicy Jeżynowej w Potaśni - to jest kontynuacja drogi, którą zaczęliśmy robić 4 lata temu, ona przecina przejazd kolejowy i łączy się z drogą asfaltową. Chodzi o to, aby zrobić kolejny przejazd między Myjami a Potaśnią, tam brakuje nam dosłownie ok. 300 m. Na modernizację czeka też ul. Narutowicza czy choćby Kamienna, gdzie wymieniona została sieć wodociągowa i trzeba zrobić nakładkę. Mamy również drogi zgłoszone do Funduszu Ochrony Gruntów Rolnych i tu liczymy, że na dofinansowanie załapie się droga w Kochłowach w kierunku leśniczówki lub druga w kolejności droga w miejscowości Kotowskie. Tych zadań jest wiele więcej: modernizacja drogi w Siedlikowie na Hubach pod Komorowem czy ulic na terenie dzielnicy nr 3 w Ostrzeszowie, gdzie wiele lat temu wykonane zostały drogi asfaltowe, ale tak naprawdę nie położono wszystkich warstw. Przykładem jest chociażby wjazd na ul. Jana Kazimierza z ulicy Grunwaldzkiej, gdzie co roku po zimie musimy łatać ubytki na tym odcinku.
Dogadaliście się już ze starostą, która z ulic powiatowych: Łąkowa czy Grunwaldzka będzie w pierwszej kolejności remontowana? Pan ponoć optował za Grunwaldzką.
- Uważam, że jedna i druga droga wymaga przebudowy. W przypadku ul. Łąkowej jeszcze w poprzedniej kadencji zwracałem uwagę starostwu, że projekt, który miałby zostać wysłany do dofinansowania musi uzyskać decyzję ZRID, ponieważ na całym odcinku ulicy Łąkowej nie wszystkie działki należą do starostwa. Wtedy to zignorowano i w nowej kadencji, kiedy rozpoczęto prace, było już za mało czasu, aby taką zgodę uzyskać. Dlatego prosiłem powiat, aby nie przekładać o kolejny rok wnioskowania, tylko w to miejsce wykonać ulicę Grunwaldzką. Ostatecznie doszliśmy do porozumienia, że w najbliższym naborze złożony zostanie wniosek na odcinek ulicy Łąkowej od ulicy Przemysłowej do Wieluńskiej, ponieważ na tym odcinku wszystkie działki należą do Powiatu. W tym samym czasie na drugim odcinku starostwo uzyska decyzje o przejęciu własności gruntów i aby dokończyć przebudowę Łąkowej, aż do ronda w kolejnym roku. Po zakończeniu tych przeszlibyśmy na Grunwaldzką, gdzie swoje prace wykona wtedy również nasza spółka wodociągowa. Musi być to zgrane w czasie, tak żeby skrócić czas niedogodności związanych z pracami dla mieszkańców. Tak więc podsumowując, jeśli mowa o współpracy, muszę naprawdę pochwalić i pana starostę, i wszystkie osoby, które brały udział w tych rozmowach, przewodniczącego rady powiatu Tomasza Maciejewskiego czy kierownika wydziału drogownictwa starostwa. Były to bardzo merytoryczne rozmowy i udało się nam znaleźć konsensus, który wszystkich zadowala.
Jest pan już burmistrzem drugą kadencją. Jak się Panu współpracuje z nową Radą?
- Inaczej. Myślę, że wiele osób zauważa, ja też, że nawet jeżeli w poprzedniej kadencji różniliśmy się z niektórymi radnymi, to w tamtej radzie było więcej osób z wieloletnią pamięcią samorządową i ta współpraca wyglądała inaczej, ponieważ oni znali perspektywę samorządu z wielu kadencji. Teraz mamy wielu nowych radnych, którzy - to nie jest żadna ujma - na swój sposób uczą się dopiero tej samorządności, dlatego my też staramy się więcej tłumaczyć, chociażby podczas komisji czy rozmów kuluarowych. (…)
Jedyna nowa rzecz, z którą wcześniej nie mieliśmy do czynienia, to fakt, że czasem pojawia się myślenie partyjne, które nigdy nie jest wskazane w tak małym samorządzie.
Pan też był wcześniej młodym radnym, często niepokornym, aktywnym. Który z obecnych radnych przypomina Panu radnego Patryka Jędrowiaka?
- Ja myślę, że to pytanie z tezą na swój sposób. Nie chciałbym nikogo wyróżniać. Każdy radny ma swój sposób działania. Jeżeli miałbym patrzeć na tych nowych radnych, bo ci z doświadczeniem są już znani mieszkańcom, chciałbym wskazać trzy różne sposoby działania.
Naprawdę bardzo pozytywnie jestem zaskoczony radnym Michałem Berezką. Nie dlatego, że nie doceniałem go wcześniej, bo przecież startował z mojego Komitetu, ale jest to przykład osoby, która w młodym wieku naprawdę bardzo szybko się uczy. Nie boi się odpowiedzialności za głosowanie, podejmuje nowe tematy nad którymi sam wcześniej pracuje i jest równorzędnym partnerem do rozmów z innymi radnymi.
Drugi radny, o którym warto wspomnieć, to radny Dariusz Grzesik, dyrektor Zespołu Szkół Nr 1, który, mimo że jest pierwszą kadencję to ma umiejętność wprowadzenia pewnego spokoju w dyskusję, co w poprzednich kadencjach zazwyczaj robili radni z doświadczeniem. Potrafiąc trochę stanąć z boku i powiedzieć: poczekajcie, przeanalizujmy to jeszcze raz bez zbędnych emocji. I to też jest bardzo cenna umiejętność.
Trzecia osoba, o której warto wspomnieć, prezentuje kompletnie inny sposób działania, ale nie gorszy, tylko inny. To radna Elżbieta Karwacka ze Szklarki Przygodzickiej, która być może nie jest radną, która będzie często zabierać głos, która wiedzie prym w dyskusjach, ale która bardzo punktowo, konkretnie działa na rzecz swojego terenu. Przychodzi, uzgadnia, wypracowuje plan działania dla swojego terenu. Podobnie zresztą jak radna z Rojowa, Dorota Calik.
Rodzą się pewne emocje związane z pozorną rewitalizacją rynku.
- Zacznijmy od tego, że środki na rewitalizację rynku pochodzą z Budżetu Obywatelskiego. To jest 200 tys. zł, więc przyzna pan, że za te pieniądze niewiele można zrobić. Nowy plac zabaw w Doruchowie kosztował 2 mln zł, więc co można zrobić za 200 tysięcy? Będą tam pewne zmiany estetyczne, nowe nasadzenia, nowe ławki. Myślę, że chociażby ulica Sikorskiego zyska dzięki temu też troszeczkę inne oblicze. (…) Natomiast jestem raczej sceptyczny co do całkowitej przebudowy naszego rynku. Taka przebudowa musiałaby też zakładać całkowitą wymianę instalacji podziemnych, co wiązałoby się praktycznie z wyłączeniem rynku na rok, jak nie na dwa, a to negatywnie odbiłoby się na prowadzonych tam działalnościach gospodarczych.
A co stało się z tymi nieszczęsnymi donicami, które pełniły rolę kwietników i blokowały wjazd na rynek, a teraz zniknęły.?
- Poszły do obicia drewnem i wrócą na rynek. Wnioskodawca projektu zaproponował, żeby to wszystko było spójne, czyli aby drewno bardziej było widoczne w różnych elementach ścisłego centrum.
Dziś w przestrzeni medialnej zarzuca się Panu, że w poprzedniej kadencji skupił się Pan głównie na placach zabaw, wybiegach dla psów, parkach, polu golfowym… Może się Pan do tego odnieść?
- Naprawdę trudno znaleźć inną kadencję, kiedy wykonanych zostało tyle zadań drogowych czy wodociągowych. Tak naprawdę właśnie w pierwszej połowie poprzedniej kadencji główne zarzuty były takie, że mamy za mało placów zabaw, za mało terenów rekreacyjnych, więc ja myślę, że to wahadło tak się przesuwało: kiedy robiliśmy dużo zadań twardych inwestycyjnych, mówiono, że jest za mało inwestycji w rekreacje czy miejsca dla dzieci, a kiedy zaczęliśmy to robić - inni mówili, że trzeba robić twarde inwestycje. Naszym zadaniem jest wyważenie tego. Myślę, że miejsca, o których wspomniał pan redaktor przede wszystkim obroniły się w czasie. Nic tak mnie nie cieszy, jak fakt, że spaceruję w okolicy skateparku i widzę tam całą masę młodych ludzi, którzy nawet jeżeli nie jeżdżą, to siedzą na ławkach, rozmawiają ze sobą, nie siedzą ,,w telefonach’’. Minigolf? Tak naprawdę nie ma chyba dnia, bym tam nie przejeżdżał i nie widziałbym rodzin z dziećmi. Tu nie chodziło o to, żeby to pole było miejscem do profesjonalnej gry w minigolfa, ale żeby był to kolejny teren zielony z ławkami, z oświetleniem, gdzie oczywiście można pograć, ale dzieci mogą pobiegać, można spotkać się z przyjaciółmi. Żeby starsze osoby, które na przykład przyjdą do restauracji Zacisze zjeść obiad, po tym obiedzie mogły odpocząć na ławeczce.
No i park miejski, najlepszy przykład. Pamiętam zarzuty, że to będzie martwy park, nie będzie tu ludzi, bo po co do tego parku przychodzić. Myślę, że naprawdę wszyscy sami mogą teraz ocenić, ile ludzi jest w parku, spędza tam czas. Sam z moją córką często tam chodzę, spotykam mieszkańców, rozmawiamy.
Trwa kampania wyborcza i do Ostrzeszowa docierają kolejni kandydaci na prezydenta. Byli już Rafał Trzaskowski, Karol Nawrocki, Sławomir Mentzen, Grzegorz Braun. Pan jednak postanowił spotkać tylko z tym pierwszym.
- Jeżeli jakiś kandydat chce się ze mną spotkać - jestem zawsze otwarty. W przypadku pana Mentzena i pana Brauna nie dostałem takiej informacji, w przypadku pana Nawrockiego dzień wcześniej, wieczorem dostałem od lokalnej parlamentarzystki zaproszenie na Messengerze na spotkanie, natomiast w związku z tym, że miałem już zaplanowany wyjazd nie mogłem wziąć w nim udziału. Sztabowcy pana Trzaskowskiego bezpośrednio zwrócili się wcześniej z pytaniem, czy wyraziłbym chęć na takie spotkanie, pamiętając też, że byli tu 5 lat temu i byli zadowoleni z gościnności ostrzeszowian. Zawsze podkreślam, że jestem bezpartyjny, nie oznacza to jednak, że nie mam swoich poglądów. Zawsze też staram się brać pod uwagę dobro lokalnego samorządu. Jeżeli widzę, że wśród kandydatów mamy samorządowca, który daje szansę na to, że samorząd jako jednostka będzie w Polsce jeszcze bardziej zauważalna, jego sytuacja będzie uwzględniana przy zmianach prawa, to jest to dobre nie tylko z punktu widzenia moich poglądów, ale i dobra lokalnej społeczności.
Jeżeli więc przyjadą kolejni kandydaci i będą chcieli się spotkać, to nawet z tymi, z którymi politycznie mogę się nie zgadzać chętnie się spotkam na kawie, podyskutuję i zweryfikuję czy ich postulaty, aby na pewno przysłużą się naszym mieszkankom i mieszkańcom.
Jerzy Bińczak
Wywiad ukazał się w aktualnym wydaniu Twojego Pulsu Tygodnia
1 0
Kiedy doczekamy się remontu ulicy wierzbowej bo pan burmistrz już nie odpisuje
1 0
Proszę zadac takie pytanie burmistrzowi o ulice wierzbowa i kiedy zrobia też chodnik bo miał być już w poprzedniej kadencji a osiedle się powiększa pełno dzieci i idą środkiem ulicy bo nawet auta nie umieją się minąć moze redakcja opiszę ta ulice i wstawi zdjęcia czy umieją się minąć dwa auta
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu pulstygodnia.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz